ojczyzna

Posted: 10th sierpień 2013 by Łukasz in transmisje
Nie oglądałem Polski przez ostatnie dwa tygodnie. Bawiłem w zimniejszych i cydrowych rejonach Francji. Gdy ją w końcu na powrót ujrzałem, musiałem zmrużyć oczy, bo tyle jej było naraz i bił z niej taki gryzący blask. Moje biedne serce…

Wszystko przez ten opóźniony o prawie trzy godziny lot nr 336 z Paryża do Warszawy, nasz lot. To właśnie w rezultacie tegoż kolapsu komunikacyjnego uciekł nam przesiadkowy Polski Bus do Łodzi. W zamian jednak los podarował mnie i Małgosi możność poznania terminalu autokarowego na Okęciu grubo po północy. Duża sprawa. Tam się działy bowiem demonstracje i sceny z udziałem żywych ludzi. Było parno – wręcz lepko, gdyż powietrze ścięło się w kisiel o smaku przeterminowanych moreli. Po wyważonych, kulturalnych temperaturach, jakich zaznawaliśmy w Bretanii i Normandii, buzujące w mroku stołeczne +28 zatykało i piekło. Cierpieliśmy zatem w milczeniu. Cierpiąc, obserwowaliśmy. Paru kimających meneli, kilka par, wcięty gość w marynarce orbitujący z gorliwą suplikacją na ustach – „papierosa, zapłacę, nie na krzywy ryj przecież, poratujcie człowieka, papierosa”, „kurwa, sportowcy sami, nikt nie pali, papierosa” – grupa nagich do pasa, głośnych mężczyzn wymachujących co i rusz ramionami w rytm jakiegoś przedziwnego rytuału korespondującego niewątpliwie z atawistycznym lękiem przed daleką podróżą (w oczekiwaniu na widmowy kurs do Rzeszowa bełtali w plastikowych kubeczkach gołdę z kolą), no i ci obok nas. Obaj zakuci w dżinsy, spoceni. Obaj – lekko po 40, przyniszczeni. Uciekali się do niekonwencjonalnych metod chłodzenia organizmu: tęższy rolował sobie koszulę na brzuchu i masował po bladym, bezwłosym sadle, ten szczuplejszy zaś zdał obuwie typu mokasyn i pozostawał w skarpetkach w pomarańczowo-żółte pręgi. Rozmawiali – o Szwecji, zarobkach, tęsknocie, nieuczciwych chujach. Wzdychali, powtarzali, „najważniejsze, to ciągle do przodu, dojedziemy jakoś”. Ironicznym komentarzem i tłem do ich wyznań był żarzący się naprzeciw ogromny neon Courtyard Marriott, który symbolizował to, czego mieli jeszcze z pewnością długo nie zaznać – klimatyzację, egzotyczne drinki, kobiety z innych sfer i stref czasowych.

– Gdybym tak wziął 6 w totka, to wiesz co bym zrobił, wiesz? – spytał szczuplejszy tęższego.
– Nie. No?
– Bym wynajął u nich całe piętro. Nie pokój, piętro. Pozapalał wszędzie światła i wyszedł. I jak na pusto stoją patrzyłbym.

Później autobus z Suwałk do Zielonej Góry – via Lodz – w którym ponad zwiotczałymi członkami podróżnych unosiły się aury i zapachy, o jakich nie śniło się fizjologom narodowej reprezentacji w podnoszeniu ciężarów. 2,4h mozolnej jazdy przez zaciemniony interior. Kierowca i jego zmiennik. Ołtarzyk kierowcy – rojowisko skutecznych totemów: dyndające pluszaki, biało-czerwony szalik z napisem POLSKA, za przednią szybą tabliczka z imieniem, „Wiesio”. Kwestia jego zmiennika.

– Pomidora jak kroisz? W poprzek czy jak inni? Krój w poprzek. Zobaczysz, lepsiejszy zdecydowanie w smaku jest.

Raniutko – Zgierz, dom. Pod klatką natykam się na sąsiada z pieskiem, który nieżyczliwym okiem łypie na moją beżową walizę ustrojoną w lotniskowy kotylion. Dzień dobry.

– Dobry. Nie będzie dzisiaj wody od 8 do 20 – odpowiada natychmiast i z satysfakcją. Po czym skwapliwie dodaje. – Może przez weekend też nie będzie. Może aż do poniedziałku!
– Niedobrze. Takie upały.
– Mhm. Ale okien pan nie otwiera. Mamy na bloku szerszenie. Szerszenie latają, wlatują do mieszkań. Po 14 mają przyjść je załatwić. Do 14 – okien nie otwierać. Nie otwierać! Miłego dnia.

Po 14 domofon.

– Witam, prośba taka. Nie udało nam się znaleźć tego gniazda szerszeni, więc prosimy lokatorów, żeby obserwowali, czy może one gdzieś u nich się zasiedliły. W rogach balkonu, pod metalowymi elementami, w dziurach ocieplenia. Pan poobserwuje, co?
– Poobserwuję.
– Znakomicie. Jeśli to u pana będą owady, to proszę o telefonik do administracji. Oni nas powiadomią.
– Co wówczas? – zapytałem ozdobnie i z przekorą.
– Eksterminacja. To oczywiste. Dobrego dnia życzę.

Ojczyzna.

  1. fidelio pisze:

    Polska w pocie własnym ;-)

  2. Wojtek S. pisze:

    Tęskniłem.