Poezja aero

Posted: 3rd Kwiecień 2011 by Łukasz in biblioteka

Bolanoza trwa i rozwija się w najlepsze. To pożyteczna infekcja wywołująca obrzęk serca i stan frenetycznej ciekawości, której co prawda ugasić się nie da, ale ktorej wyniszczające działanie można łagodzić za pomocą regularnego obcowania z pismami natchnionego Chilijczyka. Obcuję więc. A im dłużej to robię, im mój kontakt z pisarską schedą po Bolano jest intensywniejszy i częstszy, tym mocniej nabieram przekonania, że w jego przypadku mam do czynienia nie tylko z jednym z największych i najbardziej oryginalnych pisarzy przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, ale także z kolejnym twórcą, z którym identyfikuję się w pełni na wielu poziomach wypowiedzi literackiej.

Lubię Bolano. Odpowiada mi jego poczucie humoru, cierpkie, ironiczne, ale nigdy nie przepoczwarzające się w strzykanie jadem i rechotanie z cudzych ułomności. Uwielbiam gry, które nam funduje – widmowe antologie, mityczni, acz nie występujący w materialnej postaci poeci, ultranowoczesne trendy estetyczne, wzajemne przenikanie się fikcji i faktów, martwych realnych osób i żywych widm o cudzoziemskich nazwiskach. W czym da się zauważyć inspirację Borgesem, lecz jest to inspiracja rozwijana twórczo, z rozmachem, niekonwencjonalnie, bez wiernopoddańczego epigonizmu. W przeciwieństwie bowiem do autora Alefa, Bolano nie traktuje swoich utworów jako samogrających demonstracji erudycji, intelektualnych rebusów, ciągu wyrafinowanych ćwiczeń stylistycznych, ale wykorzystuje te elementy, by dzięki nim zorganizować uniwersalną opowieść o losie, o fascynacjach młodości, o rozczarowaniach wieku dojrzałego, o sztuce, o jednostce miażdżonej przez masę, nierzadko umundurowaną. W tym jest wyjątkowy – w genialnym ukazywaniu człowieka wplątanego w polityczne intrygi, szachowanego przez historyczne konteksty, oślepionego ideą, wydanego na łaskę rewolucyjnych żywiołów, będącego zarówno częścią narodu, jak i tego narodu najzagorzalszym krytykiem. Książki Bolano – ale przecież nie tylko jego, bo i innych, mniej lub bardziej eminentnych, Latynosów i Hiszpanów – dowodzą jak solidnie zostały w tym kręgu kulturowym rozpracowane i przemyślane takie kwestie jak wojna, tyrania, przewroty społeczne, cenzura, kolaboracja. Nie dość na tym – znaleźli oni jeszcze i artystyczny język, dzięki któremu owe ważkie kwestie mogą wybrzmieć intrygująco i atrakcyjnie. Czego z pewnością nie da się powiedzieć o naszych rodzimych prozaikach, którzy wobec istotnych zajść przeszłości obierają zazwyczaj którąś z wygodnych postaw skrajnych – albo patos, albo ostentacyjna pogarda.

„Gwiazda daleka” to niewielka objętościowo powieść, z której emanują jednak potężne ładunki elektryczne. W typowej dla Bolano aurze niedopowiedzeń, półprawd i jawnych fikcji – które to efekty specjalne występują w tekście w postaci wszelakich „może”, „albo”, „czy też”, „lub”, „nie pamiętam” – rozwija się narracja, mająca za swój główny cel przedstawienie życia i twórczości niejakiego Alberto Ruiza-Tagle, młodocianego uczestnika warsztatów poetyckich w Conception, początkującego barda, enigmatycznej persony. Rychło się okazuje, że ów wcale nie nazywa się Alberto Ruiza-Tagle. Równocześnie z nastaniem w Chile nowego pinochetowskiego porządku, milczkowaty aniołek przemienia się w demonicznego Carlosa Wiedera, liryczny megafon reżymu. Wieder to awangardysta nad awangardystami. Do tworzenia nie używa bowiem papieru i pióra. Jego dzieło jest masowe i w jednej sekundzie dostępne dla ogromnych rzesz odbiorców, ale zarazem kruche, ulotne i nie zostawiające najmniejszego śladu w archiwach. Wieder w swojej działalności używa samolotu, „Me-109” jak głosi plotka, którym pisze na niebie, używając po temu specjalnego dymu wydobywającego się z pojemnika pod kadłubem. Białe wersy na błękitnym tle. Jest gwiazdą na firmamencie Chile.
Lecz „Gwiazda daleka” Roberto Bolano to nie jest rzecz o literackim nowatorze. „Gwiazda daleka” to przejmująca książka o czasach terroru, ponurym okresie w historii Chile, w trakcie którego dochodziło do mordów, aresztowań i iście bułhakowowskich zniknięć osób, które junta uznał za niewygodne i wrogie. Co w praktyce doprowadziło do stanu powszechnej psychozy, bo tak naprawdę nikt nie wiedział, czy nie znajdzie się na kolejnej liście aresztowań. W niejednym z tych aktów przemocy maczał swoje palce Carlos Wieder. Dlatego narrator, były kolega Wiedera z warsztatów w Conception, podąża jego tropem. Bada jego poczynania, publikacje, rodzinę, zbiera relacje tych, którzy mieli z nim do czynienia, przyjaciół, antagonistów, protektorów, pragnie przeniknąć tajemnicę, spowijającą szczelnie tego człowieka. Dzięki temu „Gwiazda daleka” zmienia się z arcyzajmującej powieści o poetyckim światku Chile i grupie nastoletnich maniaków, którzy swoim talentem chcieli zaanektować Paryż i Parnas, w fascynującą rekonstrukcję biografii Wiedera, w uzewnętrznienie tragicznego chilijskiego przeznaczenia, w pogoń za zjawą, odciskającą jednak palące piętna na ciałach innych ludzi.

„Gwiazda daleka” to rozbudowany w imponujący sposób rozdział z wcześniejszej powieści Bolano „Literatura nazistowska w obu Amerykach”. Jak informują uprzejmi hiszpańskojęzyczni agenci Centrali, „Literatura nazistowska w obu Amerykach” miażdży. Premiera tytułu na polskim rynku zapowiedziana jest na listopad tego roku.

  1. peek-a-boo pisze:

    z tego wszystkiego zaczelam wreszcie Detektywow. Jestem na 127 stronie i ciagle sie zastanawiam czy ta ksiazka kiedykoiwiek przestaje sie zaczynac.

  2. Łukasz pisze:

    @ peek-a-boo

    No przecież że w drugiej części. Wytrzymaj jeszcze trochę. Mnie tam młodzieńcze dylematy i olśnienia z pierwszej partii „Dzikich detektywów” wielce przypadły do gustu.