Samotność mrówki

Posted: 10th Kwiecień 2011 by Łukasz in biblioteka
Możliwość komentowania Samotność mrówki została wyłączona

Nie wiem, jak u was, ale u mnie wieje. Niebo się zaciąga. Wczoraj sypnęło nawet garścią gradu w okna. Tutaj ranki są lodowate, a wieczory infernalne, polifoniczne. Naprawdę – nie żartuję. W dni takie jak te, w dni wiatru, zza kratek wentylacyjnych dobywają się bowiem wycia, pohukiwania i jęki. Zwłaszcza po zmroku, gdy cały blok cichnie, zajęty snem lub serialami. Czuję się wówczas nie jak mieszkaniec standardowej kostki z żelazobetonu, ale jak lokator starego wiktoriańskiego domu, ultraakustycznej przestrzeni, w której uwięziono złą energię czyjegoś nieszczęścia, samobójstwa sprowokowanego plajtą, małżeńskiego mordu w afekcie, abortu wywołanego ługiem. Przeszłość, która dźwiękami sygnalizuje makabryczne historie.

Kiedy nie wsłuchuję się w chór potępionych, czytam. Puszczam Crystal Castles, gdy skowyt osiąga niebezpieczne rejestry, i czytam. Przeczytałem „Pijąc kawę gdzie indziej” ZZ Packer. Zacząłem w sobotnie południe, a skończyłem w niedzielę, o poranku, w trakcie pierwszej herbaty. To ponad 300 stron, ale poszło mi jak z płatka. Proza z tych najlepszych.

„Pijąc kawę gdzie indziej” ZZ Packer to zbiór ośmiu opowiadań, w których Amerykę lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku ukazano z perspektywy czarnoskórych bohaterów, młodych, zagubionych, obrywających co i rusz od życia i swoich bliskich. Gwoli recenzenckiej ścisłości muszę dodać, że jedno z nich, zatytułowane „Gęsi”, traktuje o Amerykance w Tokio, a inne, „Doris nadchodzi”, ukazuje czytelnikowi zajścia z roku 1961.

Wspólna wszystkim tym opowiadaniom jest kreacja ich głównych bohaterów jako osób, które w pojedynkę zmagają się z okrucieństwem i obojętnością świata. Nie walczą, nie atakują, nie przypuszczają frontalnych ataków czy podstępnych szarż, lecz właśnie – zmagają się. Stawiają opór, odparowują ciosy, niekiedy, ale wyjątkowo rzadko, oddają pięknym za nadobne. Nie biorą wyzwań na klatę, bo wiedzą, że i tak nie przemogą. Zbyt wiele ludzkiej niechęci, agresji i nierozwiązywalnych konfliktów postawił los na ich drodze.

Mimo że oficjalnie czasy barbarzyńskiej segregacji rasowej, prześladowań czarnoskórej ludności i marszy dziarskich panów w prześcieradłach odeszły do lamusa, zostały potępione i wyrugowane z publicznego dyskursu, to jednak protagoniści ZZ Packer nad wyraz często doświadczają pogardy ze strony białych, zamożniejszych, ustosunkowanych. Dzisiaj co prawda nad wejściem do sklepów, lokali użytkowych i barów nie wiszą tabliczki informujące wprost, że „kolorowi” nie będą obsługiwani, ale i tak nadal nie można mówić o powszechnej równości i równym podziale dóbr. Tym razem na przeszkodzie stoją niewidzialne bariery, niepisane zakazy, nieujawniane uprzedzenia. Bieda i niska pozycja społeczna tak samo radykalnie wykluczają ze społeczności jak kiedyś robił to pejcz plantatora, rasistowskie ustawy, pacyfikacje policji.

„Skautki” to znakomite stadium rodzenia się wszelkiej nietolerancji, pokazujące, że niechęć do człowieka o innym kolorze skóry, religii, przekonaniach, kiełkuje już w bardzo młodym wieku i nawet w tak sielskich okolicznościach jak letni obóz może uzewnętrznić się w postaci werbalnych napaści i przemocy fizycznej. „Każdy język uczyni wyznanie”, „Mówiąc językami” i „Doris nadchodzi” jest dowodem na odwagę ZZ Packer, która za pomocą komizmu i groteski wybatożyła jedno z afroamerykańskich tabu, czyli ich wspólnoty religijne, mające być, przynajmniej w swoich szczytnych założeniach, opokami i schronami dla uciskanych. Na przykładzie Clareese Mitchell – z „Każdy język uczyni wyznanie” – członkini Większego Zboru Zielonoświątkowców pod wezwaniem Błogosławionego Ognia Chrystusa Emmanuela zademonstrowała jałowość i pustosłowie takich form aktywności duchowej (nierzadko służących za parawan erotycznych ciągotek kapłanów), z kolei Tia – z „Mówiąc językami” – to przykład tragicznego rozziewu między dogmatyczną teorią a codziennością opuszczonej przez rodziców nastolatki, Doris w „Doris nadchodzi” odkrywczo konstatuje, że przez wiele lat dawała się, jak i pozostali bracia i siostry w wierze, nabierać swoim mistagogom, którzy wpierw namaszczają jakiś rok jako nieprzekraczalny termin końca świata, a następnie, gdy ów wciąż obraca się i działa, bez mrugnięcia okiem wskazują w kalendarzu datę kolejnej apokalipsy. „Gęsi” – jak pisałem powyżej – to perypetie czarnoskórej Amerykanki w Tokio, które okazuje się dalekie od ideału i wyjątkowo niegościnne dla tych, co nie posiadają jena przy duszy. Zaś „Nasza Pani Łaskawa”, „Samotność mrówki” i tytułowe „Pijąc kawę gdzie indziej” to kawałki arcydzielne. Numery z tych, które nie schodzą łatwo z plejki.

Znakomicie oddane tło społeczne, klarowny język, zmyślna intryga, empatia, która nawet na sekundę nie staje się moralizowaniem, poczucie humoru, olśniewające obserwacje ludzkich zachowań. Krótko mówiąc – musicie poznać ZZ Packer.

Comments are closed.